Brandt Aleksander
Start
Brandt Aleksander
Brandt Aleksander
/\
bazaa4.info
bazaa4.info
bazaa4.info
Zdjęcie wykonano ok. 1976 r. .|.. ( fot. dzięki uprzejmości p. Sikorskich ) - Brandt Aleksander
>>
Zdjęcie wykonano ok. 1976 r. .|.. ( fot. dzięki uprzejmości p. Sikorskich )
bazaa4.info
bazaa4.info
bazaa4.info
bazaa4.info
bazaa4.info
bazaa4.info
bazaa4.info
bazaa4.info
bazaa4.info
bazaa4.info
   Aleksander Brandt urodził się 7 lipca 1926 r. na Podolu w Krzemieńcu. Po II wojnie światowej przeprowadził się na Śląsk Opolski. Po ukończeniu gimnazjum ogólnokształcącego wstąpił do seminarium duchownego we Wrocławiu. W 1953 r. otrzymał święcenia kapłańskie z rąk bp. Franciszka Sonika oraz dekret nominacyjny na wikariusza w Kamiennej Górze, potem pełnił posługę proboszcza w Bąkowicach, Wierzbicach i Kobierzycach. Tytuł prałata otrzymał 2 września 1995 r. podczas uroczystości poświęcenia nowo wybudowanej świątyni pw. Wniebowzięcia NMP w Kobierzycach. Po osiągnięciu wieku emerytalnego, w latach 2002-2006, na własną prośbę pracował w Żeszczenicach k/Gródka Kamienickiego na Ukrainie. Zbudował w tej miejscowości niewielki kościół. Służył tam nie tylko Polakom, ale także ludności ukraińskiej. W 2003 r. obchodził złoty jubileusz kapłaństwa. Od 2007 r. przebywał w Domu Księży Emerytów we Wrocławiu. Zajmował się tam potrzebującymi na Dworcu Głównym (odprawiał Msze Święte, organizował wigilie). Zmarł 28.03.2009 we Wrocławiu, pochowany został 02.04.2009 r. w Kobierzycach.



   Wspomnienia o księdzu Brandcie spisane przez jedną z wiernych :


   Ks. Aleksander Brandt przez życie szedł z Maryją. Nosił szkaplerz i nie rozstawał się z różańcem. Kilka razy w roku jeździł na Jasną Górę, aby nabrać - jak mówił - maryjnego ducha do dalszej posługi duszpasterskiej. Należał do Kapłańskiego Ruchu Maryjnego w Częstochowie. Oddał się Maryi na całkowitą własność i często czytał "Traktat o doskonałym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny" św. Ludwika Marii Grigniona de Montfort.

   W skromnym pokoju, oprócz zawieszonego na ścianie krzyża, wisiał duży, barwny gobelin z wizerunkiem Matki Bożej Częstochowskiej. "Od Tronu Pani i Królowej Jasnogórskiej, u której mam dziś zaszczyt być, przesyłam najserdeczniejsze pozdrowienia i życzenia wraz z pokorną modlitwą - mały brat, ks. Aleksander". Takie teksty, wypisane na obrazkach lub widokówkach z Częstochowy, przez czterdzieści lat otrzymywaliśmy od "małego brata".

   Gdy w sierpniu 1978 r. przebywałam z moim chorym tatą w Wierzbicach, wówczas ks. Aleksander nauczył mnie aktu oddania się Matce Bożej: "Matko Boża, Niepokalana Maryjo, Tobie poświęcam ciało i duszę moją, wszystkie modlitwy i prace, radości i cierpienia, wszystko, czym jestem i co posiadam. Ochotnym sercem oddaję się Tobie w macierzyńską niewolę miłości. Pozostawiam Ci zupełną swobodę posługiwania się mną dla zbawienia ludzi i ku pomocy Kościołowi świętemu, którego jesteś Matką. Chcę odtąd wszystko czynić z Tobą, przez Ciebie i dla Ciebie. Wiem, że własnymi siłami niczego nie dokonam. Ty zaś wszystko możesz, co jest wolą Twego Syna, i zawsze zwyciężasz. Spraw więc, Wspomożycielko wiernych, by moja rodzina, parafia i cała Ojczyzna były rzeczywistym królestwem Twego Syna i Twoim. Amen".

   W Roku Jubileuszu 600-lecia Cudownego Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej, ks. Aleksander ofiarował naszej rodzinie "perełkę" - "Traktat o doskonałym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny". Ta książeczka w niebieskiej okładce, podobna do modlitewnika, była przeze mnie czytana w ciągu wielu dni i tygodni. Nie po to jednak, żeby ją raz przeczytać i odłożyć. Czytałam ją, jeżeli tak można powiedzieć, tam i z powrotem. Z tej książeczki nauczyłam się, co to właściwie jest nabożeństwo do Matki Bożej: wszystko przez Maryję, wszystko z Maryją, wszystko w Maryi i dla Maryi.

   Ks. Aleksander przyjeżdżał do Brzegu szczególnie ze względu na mego niepełnosprawnego tatę. Podczas odwiedzin zawsze podziwiałam jego skromność, prostotę, cichość, szczerość, a nade wszystko wielką pokorę ducha. Jego twarz zdobił promienny, serdeczny uśmiech. Można by rzec, iż był on odczuwalnym świadkiem obecności Boga i Niepokalanej.

   Ilekroć nas odwiedzał, wspólnie się modliliśmy. Wyjmował z kieszeni stary, nieco porwany, bo "wymodlony" różaniec, a te nowiutkie i ładniutkie różańce rozdawał. Odmawialiśmy jedną dziesiątkę różańca i inne modlitwy. Na zakończenie zawsze prosiliśmy o kapłańskie błogosławieństwo.

   W grudniu 2008 r. w Brzegu ksiądz zdjął z palca metalowy różaniec i wraz ze mną modlił się Koronką do Bożego Miłosierdzia. W kilkanaście dni później ten różaniec znalazła moja ciocia Urszula. Opatrznościowo bezwiednie musiał wypuścić go z dłoni. Od 26 stycznia 2009 r., kiedy dane było mi odwiedzić we wrocławskim szpitalu bardzo ciężko chorego ks. Aleksandra, modlę się do Matki Bożej Nieustającej Pomocy w intencji "małego brata", mając na palcu tę metalową decymkę...

   Znam "naszego" księdza od czterdziestu lat. Ten Maryjny Kapłan, duchowo bardzo podobny do Biedaczyny z Asyżu, stale pomagał potrzebującym. Dzielił się z ubogimi ludźmi tym, co sam otrzymał. Dawał się zauważyć całkowity brak przywiązania do własności. O siebie zupełnie nie dbał. Jego koloratka wciąż pozostawiała wiele do życzenia. Nosił podniszczone ubranie, wytartą sutannę, znoszone obuwie, zepsute okulary, stary aparacik słuchowy itp. Przez wiele lat swego kapłańskiego życia jeździł rowerem, a następnie niebieskim dwuosobowym motorem inwalidzkim. Dopiero po kilkudziesięciu latach zaczął jeździć używanym samochodem. Żył dobrowolnie w skrajnym ubóstwie materialnym, w zamian za olbrzymie bogactwo duchowe. Chrześcijaństwo jest religią paradoksów i na tym polega fenomen świętości.


   56-letnią posługę ks. Aleksandra Brandta i jego samego można krótko ująć w kilku punktach:


- sługa Jezusa Chrystusa

- sukces duszpasterski przez pokorę

- posłuszeństwo i ubóstwo

- eschatologia życia: ziemski pielgrzym

- człowiek dobry

- człowiek modlitwy

- misjonarz w świecie trzeciego tysiąclecia

- kapłan przewodnik

   Gdybym nie była naocznym świadkiem choroby i cierpienia czcigodnego Księdza, te myśli serca przelane w nieudolny sposób na papier nigdy by nie powstały.

.


Zobacz pokrewne obiekty :